Pakuję ostatnią walizkę i mijam zieloną tabliczkę z napisem Łódź. Jadę podśpiewując piosenkę Somebody that I used to know denerwując się na siebie, że przyjęłam tą pracę. Jakoś praca moich marzeń to nie jest.
Nie przepadam za siatkówką. Chętnie zamieniłabym się z jakąś tak zwaną hotką na miejsca.
Wysiadam z samochodu i rozglądam się. Zadupie - myślę. Chujowo będzie, ale wytrzymam.
Przed wejściem do budynku stoi chyba trener z grupą mężczyzn ustawioną w dwuszeregu.
- Witamy w Spale - recytują wywracając oczami. Trener posyła im krzepiące spojrzenie.
- Dzień dobry - popisuję się angielskim.
- Profeska max - słyszę.
- Ta, tylko ciekawe ile z nami wytrzyma. - dodaje kolejny.
- Zuza - podaję jednemu rękę.
- Piotrek, Pit, Pituś, Cichy, Cichy Pit, Piter - odpowiada mi z uśmiechem.
- Postaram się zapamiętać.
- Ja jestem Krzysiu albo Igła, to jest El Capitano lub Możdżi - niższy wskazuje dłonią na największego.
- To jest Bartek, Kurek, lub Siurak, do wyboru do koloru. Grzesiu, Dzik, Zati, Karol, Andrzej..
- I jak wy to pamiętacie? - kręcę głową z niedowierzaniem.
- Normalnie - wzrusza ramionami Bartek.
- No to zapraszamy panią, pokażemy pokój. - mówi Krzysiek zapraszając mnie ruchem ręki.
- Jaka pani? Zuza!
- Niech będzie, chodź Zuza pokażemy ci pokój.
Chociaż znam go niecałe pięć minut, wiem, że uwielbia gadać. Pokazuje pokój numer osiemnaście.
- Ja z Ziomkiem mieszkamy w dwudziestce, to naprzeciw ciebie. W dziewiętnastce mieszka Pit i Kurek, w szesnastce Zibi z Kubiakiem..
- Dobrze wiedzieć. - przerywam mu. - Idę na obiad.
- My też. - kiwa głową wskazując na wysokiego chłopaka.
Wychodzę z pokoju jako pierwsza i zamykam drzwi.
- Kurwa - klnę, bo jakiś idiota wlazł we mnie wylewając na mnie sok pomidorowy. Biała koszulka do wyrzucenia.. - Uważaj jak łazisz, bo kurwa koszulkę mi ujebałeś.
- Wulgarna jak Misiek - wtrąca Ignaczak.
- Ostra, lubię takie - odpowiada bez wyrzutu.
- Piotrek, spokojnie..
- Czemu? Sama we mnie wleciała.
- Ja? Chyba ci już odpierdala przez te wiatry, słoneczko.
No i tyle. Jestem tu od dziesięciu minut, a mam swojego ulubieńca, jakim jest Krzysiek, a i wroga, którym jest Nowakowski. No to zaczynamy wojnę.
Siedzę przy stołówkowym stole razem z Winiarskim, Kurkiem, Ignaczakiem, Nowakowskim, Kubiakiem i Bartmanem. Tęsknie wpatrują się w mojego naleśnika z nutellą.
- Daj trochę - jęczy Igła. Uśmiecham się chytrze przysuwając do połowy stołu naleśnika. Wbija w niego wzrok.
- Oddaj mi swoją kawę, to ci dam. - bez zastanowienia podaje mi kubek z kawą i przysuwa do siebie talerz. Szybko jednak ostudzam jego zapał i zasypuję go pytaniami.
- Posłodzona? Z mlekiem?
- Płaska łyżeczka cukru, inaczej Andrea by mnie zabił, z mlekiem. Mogę już?
- Możesz.
Libero rzuca się na talerz, jakby w życiu słodyczy nie jadł. Nowakowski lustruje go zazdrosnym spojrzeniem. Dopijam swoją, a właściwie Ignaczaka kawę i zostawiam ich samych. Środkowy odstawia swoją sałatkę i wchodzi do swojego pokoju. Zanim się tam zamknie, oczywiście musi się coś stać no..
- Kurwa, Zuza czy ty zawsze musisz coś na mnie wylać?!
Przygryzam wargę, żeby nie wybuchnąć śmiechem. Wylałam na niego czarną kawę, którą specjalnie tu niosłam, aby ją wylać.
- Muszę. Poza tym, wyglądasz jeszcze gorzej niż zwykle.
- Aha - mruczy - Pierzesz to.
Nieskrępowany mną zdejmuje kadrową koszulkę i podaje mi ją.
- Dostarcz do pokoju jak skończysz.
- Chamski jesteś - stwierdzam zupełnie nie skupiając uwagi na jego nagim torsie.
- A ty okropna. - rzuca - Do roboty, księżniczko bez korony.
Nie wiem dlaczego, ale uraziło mnie to. Moją silną wolę.
Słyszę krótkie trzaśnięcie drzwiami.
- Zuza? Co ty tu robisz?
Kurek - myślę.
- To tylko chora wyobraźnia Piotrka, wylałam na niego kawę i każe mi prać swoją koszulkę.
Kręci głową i wchodzi do swojego pokoju. Ja natomiast kieruję się do swojego pokoju i wrzucam koszulkę chłopaka do pralki. Nastawiam pranie i włączam telewizor.
- Zuza, ratuj - słyszę. Otwieram drzwi. - Łukasz ma problem z plecami, wymasuj go prosimy.
Wywracam oczami i wskazuję na kozetkę obok okna. Na wszelki wypadek nalotu napalonych trzynastolatek zasłaniam okna i uśmiecham się do rozgrywającego. Szybki masaż, Łukasz potwierdza, że czuje się jak nowy. Odsłaniam okna i odskakuję jak oparzona widząc przy nim przyklejoną do okna nastolatkę.
- Kuuuuuuuuurwa - przeciągam - Nie chciałabym być sławna.
- Widzisz jak to jest - odpowiada ze śmiechem. Wyjmuję wysuszone pranie i kieruję się do kurkowego pokoju.
- Jest Piotrek? - pytam się Kurka. On kiwa głową i wskazuje na łóżko pod oknem. - Masz tą swoją koszulkę - rzucam w niego, a on popisuje się świetnym refleksem.
- Do jednego się przydałaś - odpowiada odkładając ją. Prycham tylko i wychodzę.
W moim pokoju siedzą siatkarze. Okupują telewizję, jakby u siebie w pokoju nie mieli.
- Wygodne masz łóżko - szczerzy się Winiarski. Opieram się ręką o ścianę i przyglądam się im.
- Co? - mruży oczy Kłos. - Nie podobamy ci się?
- Szczerze? Nie. Nie interesuje się siatkówką. - odpowiadam. - Spać mi się chce a wy siedzicie mi w pokoju. Nie lubię was.
- To dzięki nam polubisz siatkówkę - stwierdza Wrona.
- Chcę iść pod prysznic.
- To idź, krzyżyk na drogę - wzrusza ramionami Piotrek, który znikąd pojawił się w moim pokoju.
Zamykam łazienkę na klucz, bo nigdy nie wiadomo, co może im odwalić i zamykam się w kabinie.
Po piętnastu minutach wychodzę w zwyczajnej, szarej koszulce i dresowych spodenkach.
Wiedziałam, że coś muszą robić. Siedzą z moim telefonem w ręce.
- Oddawać - wyrywam im smartfona. Przeglądam, czy wyrządzili jakieś szkody. Usuwam wszystkie tak zwane karniaczki z facebooka i przeglądam kontakty.
- Czyli muszę was mieć zapisanych w kontaktach?
- Musisz, a co, jak się coś nam stanie? - odpowiada Bartman.
- Dobranoc, cioty - wyganiam ich z pokoju, zamykam się w pokoju i idę spać.
_________________________________________________________
Zły Piotruś to fajny Piotruś, haha.
Dawać mi tą Ligę Światową!